layout-wrota-lipiec2014-tlo-pustakostka

promocja.

layout-wrota-lipiec2014-przestrzen

mowiaca przegladarka 

 

wrotapodkarpackie.pl

layout-wrota-lipiec2014-tlo-wrota-glowna

layout-wrota-lipiec2014-tlo-przedmiot-puste

 

Podlaska Madonna z Żurawicy

Przez kolorowe witraże przebija się słońce. Z rozświetlonej nawy głównej wchodzi się w nieco mroczne prezbiterium i zza ołtarza wyłania się główny witraż. A kiedy uniesie się głowę, to widać na nim postać Madonny  z berłem i koroną, w długiej szacie i trzymającej małego Jezusa. U jej stóp herby: Pogoń Litewska i książęcy Lis. Skąd w tej podprzemyskiej wsi litewski herb i postać Matki Bożej Gwadelupeńskiej, zwanej też Królową Podlasia?

Korzenie tej historii sięgają XVI – wiecznego Podlasia. Wśród wzgórz, na lewym brzegu Bugu ukryta jest wieś - Kodeń. Dawniej miasteczko, należące do linii kodeńskiej magnackiej rodziny Sapiehów herbu Lis. Dla historii żurawickiego witraża ważna jest tu postać Jana Fryderyka Sapiehy (1680-1751), który zasłynął z działalności politycznej, literackiej i bibliofilskiej. To właśnie on dbał o kodeński kościół św. Anny, w którym znajdował się obraz Królowej Podlasia. Za zgodą papieża Innocentego XIII doprowadził do koronacji obrazu, który stał się wówczas czwartym koronowanym obrazem maryjnym na ówczesnych ziemiach polskich. Podniesieniu rangi tego rodowego i maryjnego sanktuarium służyło także stworzenie przez niego legendy, że obraz ten został wykradziony Urbanowi VIII przez Mikołaja Sapiehę, kasztelana wileńskiego.

Sapieha miał się udać z pielgrzymką do Rzymu w celu uproszenia łaski zdrowia. W czasie prywatnej wizyty u papieża zobaczył obraz Matki Boskiej z Gwadelupy (podobno dzieło św. Augustyna), który wywarł na nim tak duże wrażenie, że postanowiі go zdobyć. Przekupiwszy odźwiernego, zabrał obraz i wywiózł go do Kodnia. Sprawa nabrała wielkiego rozgłosu, a sam Sapieha został wezwany przed sąd nuncjusza do Warszawy. Tam postawiono mu warunki: oddanie obrazu i innych relikwii, rok więzienia, dokończenie budowy świątyni w Kodniu, piesza pielgrzymka do Rzymu i przeproszenie Ojca Św. Nie wiadomo jak zakończyłaby się cała sprawa, bo Sapieha obrazu nie zamierzał oddać. Polskiego magnata uratowały wydarzenia na sejmie w 1634 r. Wtedy to pan na Kodniu zdecydowanie wystąpił przeciw małżeństwu króla Władysława IV Wazy z protestancką księżniczką reńską Elżbietą. Jego postawa tak spodobała się nuncjuszowi, że wstawił się u papieża za Sapiehą. Ostatecznie papież zdjął z niego klątwę, podarował mu skradziony obraz, dodał jeszcze relikwie św. Kaprycego. W 1635 r. Sapieha osobiście przybył do Rzymu z podziękowaniami do Urbana VIII…

Legenda tak mocno wrosła w dzieje Kodnia, że z czasem zaczęto brać ją za rzeczywiste wydarzenia. Zawarła ją nawet Zofia Kossak – Szczucka w swojej książce pt. „Błogosławiona wina”. Dopiero na początku XX w. udało się ustalić, że obraz kodeński w rzeczywistości pochodzi z Hiszpanii i zakupiony został od sprzedawcy dewocjonaliów… i na potrzeby Sapiehy był przemalowany.

Zawirowania historyczne sprawiły, że po upadku powstania listopadowego kodeńscy Sapiehowie musieli opuścić Podlasie i szukać nowej siedziby rodu. Wybór padł na ziemię przemyską i w połowie lat 30 – tych XIX w. Sapiehowie stali się właścicielami Żurawicy, Krasiczyna i innych posiadłości w Galicji. Przybycie tutaj nie oznaczało wcale zerwania z tradycjami rodzinnymi z dalekiego Podlasia. Nieustannie uzupełniali słynne księgozbiory sapieżyńskie i archiwum rodzinne, sprowadzili szczątki Sapiehów, które uniknęły profanacji w 1812 r. przez wojska rosyjskie, a kolejne pokolenia młodych książąt wychowywane były w tej samej patriotycznej i społecznikowskiej atmosferze, która zawsze obecna była w kodeńskim zamku. To tutaj, w nowym „gnieździe niepowszednim”, urodził się późniejszy Książę Niezłomny polskiego Kościoła – kardynał Adam Stefan Sapieha.

Przez lata Sapiehowie starali się o sprowadzenie do Krasiczyna obrazu Matki Boskiej Kodeńskiej, ale władze carskie po powstaniu styczniowym kościół oddały prawosławnym i nakazały usunięcie obrazu. Został on umieszczony w bazylice na Jasnej Górze w kaplicy Aniołów Stróżów. Dziś o tym mówi pamiątkowa tablica na ścianie obok kaplicy. Dopiero w 1914 r. książęca rodzina uzyskała zgodę władz na przeniesienie, ale wybuch wojny uniemożliwił przewiezienie go do kaplicy w Krasiczynie. Po wojnie obraz wrócił do Kodnia.

Sapiehowie nie zapomnieli o swojej Podlaskiej Królowej, starali choć w jakiś inny sposób mieć ją blisko. Na pocz. XX w. w Żurawicy wybudowano nowy kościół, którego kolatorami byli Sapiehowie. I w głównym witrażu znalazła się właśnie Madonna z Kodnia z herbami Litwy i Sapiehów. Te, które dziś można oglądać w świątyni pochodzą z 1923 r. z krakowskiej firmy Żelewskiego. Nawiązują do wcześniejszych, które zostały zniszczone w 1914 r. podczas wysadzania przez Austriaków górnej kondygnacji wieży kościelnej.
Sapiehowie pozostawili w ziemi przemyskiej liczne pamiątki, które wciąż czekają na „odkrycie”. 

tekst i foto.: Izabela Fac